Glossa: Zapomniany wzór demokracji i samorządności - 2
Spis treści
Glossa: Zapomniany wzór demokracji i samorządności
strona nr 2
strona nr 3
strona nr 4
Wszystkie strony

Później jeszcze wielokrotnie doznawałem tego olśnienia: jestem w organizacji demokratycznej, w której każdy jest wobec drugiego równy i równie ważny. Wzorem dla mnie był wtedy Jurek Mańkowski, szef naszej Rady Uczelnianej, niebywale konkretny, rzeczowy, a zarazem otwarty i serdeczny. Dzięki temu był autentycznym reprezentantem studentów UAM, a równocześnie równorzędnym partnerem władz rektorskich. Sam też, gdy pełniłem różne funkcje, starałem się przestrzegać zasady, że być może moje zdanie jest bardziej trafne, lecz nie ma to żadnego znaczenia w kontakcie z  jakimkolwiek innym moim kolegą.  Oczywiście wolne wybory to dopiero był początek, konkretne formy organizacyjne, gwarantujące dobrą słyszalność „głosu ludu studenckiego” rozwijały się stopniowo i różnorako w każdej uczelni. W „mojej” Radzie Uczelnianej pamiętam burzliwe dyskusje, w której prym wiedli nie tylko znakomici (wówczas i później) prawnicy, jak Staszek Sołtysiński, Andrzej Szwarc czy Wojtek Dereziński, ale także reprezentanci innych wydziałów, którzy często tych mądrzących się prawników serdecznie nie lubili.
Natomiast z tą dobrze wypracowaną samorządnością to była inna historia. Jako ZSP-owcy czuliśmy wyraźnie, że nie jesteśmy pupilami władz – ani uczelnianych, ani politycznych. A trochę nam na ich akceptacji zależało. Pupilami były wówczas organizacje polityczne czyli Związek Młodzieży Socjalistycznej (ZMS) oraz Związek Młodzieży Wiejskiej (ZMW). Bardzo to irytowało niektórych moich kolegów z ZSP, że w różnych dyskusjach i oficjalnych wystąpieniach dotyczących środowiska studenckiego stosowano taką wymieniankę: ZMS, ZMW i …. ZSP. Jakby ZSP było jakimś mniej ważnym dodatkiem, a tamte organizacje lepsze od naszej. Po paru latach się jednak okazało, że naszym kolegom z ZMS-u i ZMW ten parasol ochronny wyszedł bokiem i związki te praktycznie zniknęły z naszych uczelni. Natomiast Zrzeszenie, aby przetrwać, musiało zadbać o autentyczne poparcie studentów. Bez tego zapewne byśmy zginęli, podobnie jak tamci. Staraliśmy się zatem zdobyć zaufanie studentów, rozumieć ich aspiracje i potrzeby, wciągać ich w wir najróżniejszych aktywności życia studenckiego. Budować wspólnotę środowiska, dla której ramy organizacyjne stwarzało nasze Zrzeszenie. Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie wolno nam było dzielić studentów na członków i nie-członków ZSP. A zależało nam, by byli z nami wszyscy. By do ZSP zapisał się każdy student. Nasz wielki mistrz, szef Rady Okręgowej w Poznaniu Alojzy Łuczak, grzmiał: Musicie mieć 100% zorganizowania. Jeśli znalazłby się choćby jeden student, który nie jest członkiem ZSP to znaczy, że on nic o ZSP nie słyszał!  I rzeczywiście, w czasie moich studiów stopień „zorganizowania” dochodził do 90%. Oczywiście nie na każdej uczelni.



 
projekt i wykonanie: StudioWWW

Uwaga!

Aby ułatwić użytkownikom korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych nasza strona używa plików cookies.Brak blokady tych plików oznacza zgodę na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Prosimy pamiętać:  każdy użytkownik może samodzielnie zarządzać plikami cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Brak zmian w ustawieniu przeglądarki taktowany jest jako  wyrażenie zgody na używanie cookies. Więcej Informacji znajdziesz na stronie Polityki Prywatności.