Byłem skarbnikiem ZSP

Bronisław Stępień

Urodzony w 1926 roku we wsi Wrzawy, tam gdzie San spotyka się z Wisłą. Zasłużony działacz Zrzeszenia Studentów  Polskich, przez lat wiceprezes koncernu prasowego RSW „Prasa – Książka – Ruch”. Aktywnie działał w wielu organizacjach społecznych. Inicjator i organizator budowy szkół, drukarń, ośrodków wypoczynkowych. Wierny syn swojej rodzinnej wsi, w której przyczynił się do budowy dróg, powstania szkoły, remizy strażackiej i domu kultury.

 

Przez 15 lat (1950-1965) pracował w Radzie Naczelnej Zrzeszenia Studentów Polskich w Warszawie na stanowisku inspektora do spraw domów akademickich, następnie na stanowisku głównego księgowego. Przez osiem lat był członkiem władz naczelnych ZSP, pełniąc funkcję skarbnika Rady Naczelnej odpowiadającego za finanse i gospodarkę w całej organizacji. Praca w Radzie Naczelnej Zrzeszenia Studentów Polskich, jak sam wspomina, była dla niego szkołą obywatelskiego wychowania. W tej szkole uczył się kierować zespołami ludzi, nawiązywania pierwszych kontaktów z ludźmi i współdziałania z władzami uczelni, z ministerstwem szkolnictwa wyższego dla dobra środowiska akademickiego. Tam zawiązywały się serdeczne przyjaźnie, które w dużym stopniu przetrwały do dzisiaj. Tam też, co było bardzo ważne w jego życiu, poznał przyszłą żonę, która pracowała wówczas w dziale Kultury i Oświaty Rady Naczelnej ZSP.
Głównym zadaniem Rady Naczelnej ZSP była troska o sprawy bytowe studentów i organizowanie różnych form działalności, zgodnej z potrzebami i zainteresowaniami środowiska studenckiego, takich jak:
•    działalność studenckich kół naukowych;
•    troska o domy studenckie, stołówki, stypendia, opiekę lekarską i wypoczynek;
•    organizacja dorywczych zajęć zarobkowych w spółdzielniach pracy dla studentów;
•    działalność kulturalna, organizacja klubów studenckich i zespołów artystycznych;
•    działalność turystyczna i wczasowa.
- Pamiętam - mówi Bronisław - że u moich kolegów z kierownictwa ZSP oraz działaczy Rad Okręgowych i Rad Uczelnianych w terenie zawsze było więcej mądrych inicjatyw i pomysłów niż możliwości finansowych ich realizacji. Stąd moim najważniejszym zadaniem było zdobywanie dodatkowych środków finansowych z Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwa Kultury~ Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Turystyki czy Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej, a także od władz uczelni bądź innych sponsorów. Najczęściej nasze starania przynosiły dobre rezultaty. Mogliśmy zawsze liczyć na dużą życzliwość w stosunku do akademickiej braci. Ale też wymagało to od pionu finansowego ZSP dużej operatywności i dobrego, rzeczowego przygotowania wniosków o dotacje.
Dzięki temu systematycznie rosła i rozwijała się baza materialna ZSP w postaci ośrodków wypoczynkowych w atrakcyjnych miejscowościach (np. w Zakopanem, Giżycku, Świnoujściu, Mielnie), własnych autokarów i sporej ilości sprzętu turystycznego. Mogła więc rozwijać się studencka turystyka, zarówno krajowa jak i zagraniczna. Zbiorowa i indywidualna. Wiele tysięcy studentów wypoczywało w wakacje dzięki ośrodkom wypoczynkowym, przystaniom, schroniskom, wypożyczalniom sprzętu turystycznego, które prowadziło ZSP.
ZSP w tym czasie dorobiło się również znaczącej bazy do uprawiania działalności kulturalnej, oświatowej - w klubach studenckich. Powstawały one jak grzyby po deszczu prawie we wszystkich ośrodkach akademickich i uczelniach, a nawet w akademikach. Wiele z nich - jak choćby gdański "Żak", krakowskie "Jaszczury", warszawskie "Hybrydy", "Od Nowa" w Poznaniu i Toruniu, "Pałacyk" we Wrocławiu, "Kontrasty" w Szczecinie - zasłynęło w kraju dzięki wybitnym zespołom muzycznym, teatrom, kabaretom, które zapisały się na trwałe w kulturze narodowej.
Wtedy rodził się studencki ruch kulturalny, w którym rozwijało swoje talenty tysiące młodych studenckich twórców. Z czasem stawali się wybitnymi artystami jak choćby Ewa Demarczyk, Wojciech Młynarski, Jan Pietrzak, Jonasz Kofta, Krzysztof Jasiński, Bogusław Litwiniec, Marek Grechuta, Maryla Rodowicz i wielu, wielu innych. W historii kultury pięknie zapisały się znane na całym świecie zespoły: Chór Politechniki Szczecińskiej, Chór Akademii Medycznej z Gdańska, Zespół Pieśni i Tańca AGH, "Słowianki" z Uniwersytetu Jagiellońskiego, Zespół Pieśni i Tańca UMCS. Wiele ożywienia do życia teatralnego wniosły studenckie teatry i kabarety, a wśród n ich najbardziej głośne - STS i Hybrydy z Warszawy, Teatr 38 i Teatr Stu z Krakowa, łódzki "Pstrąg", wrocławski "Kalambur", Teatr 8 Dnia, Bim-Bom z Gdańska.
Wówczas powstawało mnóstwo, często wybitnych zespołów muzycznych, grup poetyckich, filmowych, plastycznych, fotograficznych, klubów dyskusyjnych zajmujących się m.in. literaturą, polityką, filmem, muzyką poważną sztuką.
Ta żywa, spontaniczna działalność kulturalna wymagała stałego finansowego wsparcia, przedsiębiorczości i samorządności. Zrzeszenie Studentów Polskich wzorowo wywiązywało się z tych obowiązków mecenasa młodej kultury.
Byliśmy młodzi, działaliśmy w twórczym środowisku, dla którego chciało się pracować nie licząc godzin. Jako skarbnik Rady Naczelnej ZSP uzyskiwałem wielką pomoc i radę od najbliższych kolegów z kierownictwa ZSP, a byli to: Jerzy Kwiatek, Wiesław Krauze, Jan Kluczyński, Jerzy Wilczyński, Karol Drozd, Wiesław Klimczak, Edmund Pawlak, Kazimierz Warchoł, Stanisław Ciosek. Bardzo dobrze współpracowało mi się ze Stefanem Olszowskim, Stanisławem Turbańskim, Ryszardem Majchrzakiem, Wiesławem Adamskim, Emilem Doroszem, Andrzejem Karbowniczkiem, Adamem Cieślarem, Czesławem Wiśniewskim, Władysławem Nowakiem, Józefem Filipowiczem, Antonim Solarzem, Janem Kręcielewskim, Andrzejem Konopackim, Adamem Kruczkowskim, Stefanem Liszkowskim, Tadeuszem Mulickim, Zbigniewem Weisem. Dzięki Zrzeszeniu Studentów Polskich poznałem tysiące wspaniałych, mądrych ludzi, prawdziwych społeczników, którzy poświęcali swój czas dla wspólnego dobra. Wielu z nich po zakończeniu pracy w ZSP pełniło ważne funkcje i obo-wiązki w państwie, w aparacie ówczesnych partii, w dyplomacji, w gospodarce.
Spośród swoich najbliższych współpracowników w pionie finansowo-księgowym pragnę wymienić Krystynę Banaszkiewicz i Jana Nowaka (rodem z Sandomierza, z którymi serdecznie się przyjaźniliśmy) także po odejściu z ZSP.
Zrzeszenie Studentów Polskich było w moim życiu szkołą tak samo ważną jak zajęcia na uczelni - mówi Bronisław Stępień.
Po pierwsze - była to organizacja powszechna. Nikt nikogo nie zmuszał, by wstępował do ZSP, a należało do Zrzeszenia nawet 90% braci studenckiej. Widocznie organizacja ta była nam potrzebna na co dzień. Spora część członków ujawniała w ZSP swoje talenty organizatorskie, przywódcze, społecznikowskie. Wyrażało się to w organizowaniu różnych przedsięwzięć, imprez, akcji dla innych, a także w gotowości niesienia pomocy potrzebującym.
Po drugie - już w tamtych czasach w praktyce realizowaliśmy szlachetny ideał między¬ludzkiej solidarności. Od czasów "Bratniaka", który był protoplastą ZSP, zabiegaliśmy, gdzie tylko się dało, o wzrost środków finansowych na stypendia dla najbiedniejszych studentów. Zrzeszenie rozdzielało dziesiątki tysięcy stypendiów i - jak pamiętamy - nigdy i nigdzie na żadnej uczelni nie było nadużyć, przekrętów stypendialnych. Zabiegaliśmy też o jak najtańsze wyżywienie w stołówkach akademickich, o zapewnienie każdemu zamiejscowemu studentowi dachu nad głową w akademiku lub na tzw. kwaterze prywatnej. Walczyliśmy o budowę nowych domów studenckich i pomagaliśmy w ich budowie w ramach tzw. "czynów społecznych". Dziś są to przedsięwzięcia niekiedy wyszydzane, ale wtedy miały one głęboki sens. Po prostu dbaliśmy o to, by każdy student miał godziwe warunki do nauki, miał gdzie spać i co jeść. Dotyczyło to zwłaszcza młodzieży z biednych rodzin, a tacy w tamtych latach po wojnie przeważali na uczelniach. Ojczyzna była biedna i zniszczona przez okupanta. A jednocześnie był ogromny pęd młodzieży do wiedzy, do nauki, do awansu społecznego. I dlatego organizacja ZSP-owska tak bardzo była młodzieży akademickiej potrzebna. Pomagała nam żyć. Byliśmy w niej aktywni, uczciwi i solidarni, zwłaszcza wobec słabszych.
Po trzecie - ZSP uczyło mnie, tak jak tysiące rówieśników, tego, czym jest naprawdę demokracja. Choć w życiu publicznym demokracji nie raz brakowało, to w Zrzeszeniu na jej brak nie mogliśmy się uskarżać. W Zrzeszeniu byliśmy równi. Nikt nie wywyższał się nad innymi, bo byłby wyśmiany. Pozycję lidera w grupie, czy na wydziale lub w całej uczelni trzeba było sobie solidnie i uczciwie wypracować.
Studenckie wybory do władz Zrzeszenia były równe, tajne i powszechne na każdym szczeblu, od grupy studenckiej poczynając, na krajowym Kongresie ZSP kończąc. O ich ważności decydowała minimum 50 procentowa frekwencja uprawnionych do głosowania. Na listach wyborczych musiało być co najmniej kilku kandydatów na jedno miejsce mandatowe. Do władz wykonawczych ZSP - w radzie uczelnianej, radzie okręgowej czy radzie naczelnej (np. na funkcję przewodniczącego lub skarbnika) także musiało być zgłoszonych co najmniej dwóch kandydatów. Wybory do władz wykonawczych także były tajne, a kandydat na funkcję musiał uzyskać przynajmniej połowę głosów uprawnionych do głosowania. Nie było precedensu przywożenia kandydatów "w teczkach". Nie można było członków ZSP zmusić, by wybrali kogoś nieznanego, nielubianego, niechcianego. Na zaufanie koleżanek i kolegów trzeba było ciężko przez kilka lat zapracować. Do władz ZSP wybierani byli ludzie rzeczywiście najlepsi, cenieni i lubiani, posiadający talenty przywódcze i organizatorskie, a przede wszystkim uczciwi. Dla aferzystów i "niebieskich ptaków" nie było miejsca w ZSP.
W takich wymagających warunkach uczyliśmy się wszyscy demokratycznych reguł. Te demokratyczne nawyki zostały nam do dziś. Myślę, że dzięki doświadczeniom wyniesionym z ZSP polska inteligencja łatwiej mogła szybko i należycie wdrażać demokratyczne idee w nowej rzeczywistości po "okrągłym stole", w III Rzeczypospolitej.
Zawsze i wszędzie będę głośno powtarzał, że ZSP było dla mnie wspaniałą, lubianą, choć wymagającą szkołą życia. Działalność w Zrzeszeniu dała mi ogromnie wiele satysfakcji i bezcennych doświadczeń. Bez nich byłbym znacznie, znacznie uboższy – wspomina Bronisław Stępień. Jego l5-letnia ofiarna praca w Zrzeszeniu Studentów Polskich była wysoko oceniana, czego wyrazem było powołanie go na stanowisko wiceprezesa w Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej "Prasa-Książka-Ruch". Był to dla Bronisława wielki, zaszczytny awans.

FRAGMENT KSIĄŻKI "Moje życie, moja praca"


 

 
projekt i wykonanie: StudioWWW

Uwaga!

Aby ułatwić użytkownikom korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych nasza strona używa plików cookies.Brak blokady tych plików oznacza zgodę na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Prosimy pamiętać:  każdy użytkownik może samodzielnie zarządzać plikami cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Brak zmian w ustawieniu przeglądarki taktowany jest jako  wyrażenie zgody na używanie cookies. Więcej Informacji znajdziesz na stronie Polityki Prywatności.