DLACZEGO „MUSIELIŚMY” POWOŁAĆ KOMISJĘ HISTORYCZNĄ RUCHU STUDENCKIEGO? - Co się stało z naszą klasą?
Spis treści
DLACZEGO „MUSIELIŚMY” POWOŁAĆ KOMISJĘ HISTORYCZNĄ RUCHU STUDENCKIEGO?
Jak przygotowywaliśmy powołanie Komisji Historycznej?
Wiarygodność i samodzielność najważniejszym wyzwaniem dla „nowego” ZSP.
Partnerstwo i samodzielność główną metodą budowania i umacniania pozycji ZSP
Znaczenie ciągłości zrzeszeniowej tradycji.
Jak „hartował” nas świat polskiej polityki w latach osiemdziesiątych?
Udział ZSP w defiladzie z okazji 40-tej rocznicy zakończenia II Wojny Światowej?
Partyjna ”pomoc” dla FAMY-85.
Jak z partyjną „pomocą” obchodziliśmy jubileusz 25-lecia „ITD”.
Prawdziwe uroki partyjnej „kontroli i polityki” kadrowej.
Dialog dla przyszłości.
Czy „nomina sunt odiosa”?
Co się stało z naszą klasą?
Czy historia którą współtworzyło ZSP może zostać fałszywą nauczycielką?
A jednak po nas coś zostanie…
Przypisy:
Wszystkie strony

XIII.

Co się stało z naszą klasą?

1. Od tych słów zaczyna się „Nasza klasa”, chyba najbardziej refleksyjna piosenka Jacka Kaczmarskiego. Nie są to niestety refleksje zbyt wesołe. Z odpowiedzi jakiej na to tytułowe pytanie udziela J. Kaczmarski dowiadujemy się ,że ta klasa to „Już nie chłopcy, lecz mężczyźni, już kobiety, nie dziewczyny/ Młodość szybko się zabliźni, nie ma w tym niczyjej winy/ Wszyscy są odpowiedzialni, wszyscy mają w życiu cele/ Wszyscy w miarę są normalni, ale przecież to niewiele/ Ale przecież to niewiele…/ (…) A kończy tę piosenkę – znaną wszystkim, którzy świadomie przeżyli lata 80-te, i to obojętnie w kraju, czy na emigracji - następującymi słowami /Własne pędy, własne liście zapuszczamy każdy sobie/ I korzenie oczywiście na wygnaniu, w kraju, w grobie/ W dół, na boki, wzwyż ku słońcu, na stracenie, w prawo, w lewo/ Kto pamięta, że to w końcu jedno i to samo drzewo…/”(29).

Uniwersalne w wymowie słowa , wybitnego studenckiego barda i poety lat 80-tych, będącego przecież także „dzieckiem” ruchu studenckiego, zaczynają się od fundamentalnego , dla „odczytania” przesłania tej piosenki, pytania, ”co się stało z naszą” a nie „z moją” klasą. Dlatego są jednocześnie pytaniem o to, co się stało z tą naszą szczególną wspólnotą, jaką byliśmy dla siebie przez te szkolne lata, oraz pytaniem o to, co zrobiliśmy w realnym życiu z naszymi szkolnymi marzeniami i planami. W takim wymiarze, pytanie Jacka Kaczmarskiego, może być także zadawane, nie tylko na sentymentalnych, szkolnych zjazdach i spotkaniach po latach. Może stać się także zasadniczym pytaniem, stawianym na przykład przez ludzi, tworzącymi w czasie studiów wspólnoty, które stawały się takimi szczególnymi „naszymi klasami”. Dla wielu z nas, taką wyjątkową i szczególną „ naszą klasą”, było właśnie ZSP. A szczególną próbą przeniesienia tej studenckiej „naszej klasy”, w nowe realia i czasy, już po zakończeniu działalności w ZSP, była obecność w ruchu skupiającym byłych działaczy ZSP/SZSP.

2. Jeżeli więc przyjąć, że ZSP lub SZSP było kiedyś taką „naszą klasą”, to warto powtórzyć za J. Kaczmarskim pytanie „co się stało z naszą klasą?” Czy, to co się działo i wydarzyło z nami przez minione lata, upoważnia nas ciągle jeszcze do myślenia w kategoriach „nasza klasa”, czy też trzeba już niestety zastąpić je, egoistycznym terminem „moja klasa”. Czy, to co kiedyś określało cele i reguły działania tej „naszej klasy”, udało się nam przenieść z powodzeniem do życia zawodowego i działalności publicznej oraz do wspólnego dbania, przynajmniej o dobrą opinię o naszej klasie? Czy też stało się tak z nami tak, jak z tymi osobami w piosence J. Kaczmarskiego, który pisze „Odnalazłem klasę całą – na wygnaniu, w kraju, w grobie/ Ale coś się pozmieniało: każdy sobie żywot skrobie/ Odnalazłem całą klasę, wyrośniętą i dojrzałą/ Rozdrapałem młodość naszą, lecz za bardzo nie bolało/ Lecz za bardzo nie bolało…/(30).

Czy zatem pozostało coś jeszcze do dzisiaj z tych naszych „zetespowskich klas” w działaniach, chociażby różnych form „ruchów poststudenckich”? Czy współcześnie, zasadne jest jeszcze myślenie o tamtej naszej działalności i obecności w ZSP w kategoriach „nasza klasa”, czy też niestety, musimy się już co raz szybciej przyzwyczajać do myślenia w kategoriach „moja klasa”. To rozróżnienie nie jest przecież tylko grą słów. Z tymi określeniami, „nasza klasa” i „moja klasa”, wiążą się bowiem zbyt ważne konsekwencje, określające w obu przypadkach zupełnie inny sens i cel istnienia tej klasy/wspólnoty, żeby można je było uznać, tylko za grę słów. Termin „nasza klasa” opisuje przecież zazwyczaj taką wspólnotę, która przez to, że była wspólnotą prawdziwą i realnie funkcjonowała, dawała jej członkom większe poczucie sensu i siły sprawczej, niezależnie od czasów w jakich przyszło nam być tą naszą klasą. A termin „moja klasa”, jest tylko potwierdzeniem przynależności i bycia w tej wspólnocie, a nie współtworzenia tej wspólnoty, przez aktywne działanie i ponoszenia za to współtworzenie i działanie, współodpowiedzialności. Z oczywistych powodów, wynikających z tego że przedmiotem tych refleksji jest Komisja Historyczna i jej dokonania, powinny nas szczególnie interesować rozważania w kategoriach „nasza” a nie „moja” klasa. Gdzie zatem i w jakich działaniach możemy dzisiaj odnaleźć pozytywne ślady obecności „naszej klasy”? Można ich oczywiście poszukiwać poprzez logowanie się na popularnym od lat portalu, który nie przypadkiem przecież przyjął nazwę ”Nasza klasa” i sprawdzanie właśnie tam jak, cytując J.Kaczmarskiego „każdy sobie żywot skrobie”. Ale takie ujęcie byłoby właśnie poszukiwaniem mojej a nie naszej klasy. Dlatego głównym i wymiernym dowodem potrzeby istnienia współcześnie tych „naszych” a nie „moich” klas, są działania które podejmowane są w „ruchu poststudenckim”, w różnych jego postaciach i formach organizacyjnych.

Szczególną zaś rolę wśród tych, którzy działają dla utrwalenia dobrej pamięci o tych „naszych zetespowskich klasach”, miała i ma ciągle do spełnienia Komisja Historyczna Ruchu Studenckiego oraz wykreowana przez nią potrzeba, tworzenia i działania na rzecz „posstudenckiego” ruchu historycznego, utrwalającego pamięć o dokonaniach ZSP i osób związanych z tą i pracujących w tej Organizacji.

3. Atrakcyjność, siła i znaczenie tego ruchu płynęło właśnie z tego, że w zupełnie nowych czasach i realiach lat 90-tych minionego wieku, potrafił dać poczucie wspólnoty tak wielu osobom, które kiedyś działały w ZSP/SZSP. Formuła działania tego ruchu powodowała jednocześnie, że na czas konferencji historycznych i „kombatanckich” spotkań po latach, odbywanych w kolejne rocznice powstania ZSP, byliśmy znowu „naszą klasą”, w której zanikały różnice polityczne a łączyła nas wspólnie przeżyta studencka działalność. O tym jak wielkie to może mieć znaczenie i konsekwencje, najlepiej świadczą szczególne obchody 50-rocznicy powstania ZSP w 2000 roku. To wtedy Gmach Główny Politechniki Warszawskiej nie mógł pomieścić wszystkich chętnych, którzy chcieli obejrzeć „Wielką Galę ZSP”, specjalny koncert z okazji 50-lecia ZSP, którego reżyserem był Krzysztof Jasiński, a wystąpili w nim: Marek Grechuta, Przemysław Gintrowski, Jacek Kaczmarski, Wojciech Młynarski z zespołem, Sława Przybylska, Maryla Rodowicz, Andrzej Sikorowski i zespół Pod Budą, Kuba Sienkiewicz z zespołem, Grzegorz Turnau z zespołem, Janusz Sent i Chór Akademicki UW. Koncert ten , na „żywo” transmitowała TVP w swoim 2 Programie. To wtedy większość z artystów z sentymentem i życzliwością wspominała swoje studia i związki z ZSP. Wydawało się, że środowisko „postzetespowskie” już na zawsze będzie tak w Polsce oceniane i doceniane. Niestety, krótko po tej tryumfalnej przecież i zasłużonej niewątpliwie obecności w świadomości społecznej, tego wszystkiego co dała Polsce działalność ZSP, szybko nadeszły czasy, prawie biegunowo odmienne. Powstałe po obchodach 50-lecia ZSP, stowarzyszenie Ordynacka szybko „dojrzało” do odgrywania również roli politycznej i pojawiło się jako podmiot i przedmiot gry politycznej. W „szorstkiej przyjaźni” łączącej w latach 2002-2004 Prezydenta i Premiera i ich sztaby polityczne, Stowarzyszenie Ordynacka próbowało się także określić i na nowo odnaleźć. Komunikaty „papowskie” informowały na przykład o kolejnych spotkaniach kierownictwa stowarzyszenia z najważniejszymi politykami. Można było nawet odnieść wrażenie, że oto Ordynacka staje się jedną z ważniejszych sił politycznych w Polsce. W ten właśnie sposób to co miało być, pierwotnie politycznym i organizacyjnym zapleczem ruchu, służącego integracji środowisk „postzetespowskich”, stawało się powoli bytem samodzielnym i mającym zupełnie inne ambicje. Ambicje które powodowały, że to wszystko co wiązało się z realnym działaniem na rzecz upowszechnienia i popularyzacji dorobku ZSP przestawało mieć większe znaczenie. W ten sposób Ordynacka, przestawała także stopniowo spełniać organizacyjną formułę „naszej klasy”, jaką mogła być dla wielu pokoleń byłych działaczy ZSP i SZSP.

4. Działalność polityczną jest trudno zazwyczaj pogodzić z działalnością służącą integracji ponad podziałami politycznymi. A takie działania powinien podejmować ruch, którego celem jest prawdziwe opisanie historii czasów, które współtworzyliśmy naszym działaniem oraz promowanie ludzi, którzy tego wszystkiego dokonywali. To jest oczywiście zawsze wybór celów i środków działania. Jedną z zasadniczych przesłanek sukcesów odnoszonych przez ZSP było stosowanie przez Zrzeszenie, w kontaktach z wieloma środowiskami tzw. „soft power”, czyli unikanie przymuszania ich do wygłaszania deklaracji, konieczności składania przez nich oświadczeń politycznych lub popierania osób działających polityce. Realna działalność, nastawiona na sprawy ważne dla środowisk w których działaliśmy, podpowiadała nam to, jakich metod i środków należy użyć oraz dawała nam odpowiedź na pytanie, czy będziemy to robić z ludźmi, którzy coś potrafią, czy tylko mają słuszne poglądy. Wydaje się, że ta metoda działania jaką zweryfikowaliśmy kiedyś w ZSP pozostaje aktualne dla ruchów „postzetespowskich” także teraz, w czasach w jakich żyjemy.

5. Ruch „postzetespowski”, którego szczególną formą było Stowarzyszenie Ordynacka, „zapłacił” jednak szczególną cenę za to, że środowisko skupiające byłych działaczy ZSP i SZSP uzyskało pod koniec lat 90-tych tak dużą aprobatę wielu środowisk zawodowych. Dlatego też, to co kiedyś wydawało się naturalną konsekwencją rozwoju struktury, która „organizowała” te środowiska, czyli odejście od ruchu historyczno-wspomnieniowego, będącego taką specyficzną bardzo dużą „naszą klasą”, doprowadziło do powstania stowarzyszenia, czyli struktury angażującej się stopniowo w politykę, ściągając na siebie także zainteresowanie świata polityki i mediów. W tej nowej sytuacji trudno było jednak prowadzić działalność w Stowarzyszeniu na rzecz integracji tych środowisk - które kiedyś nawet jeżeli dość luźno współpracowały z ZSP, to dzisiaj coraz bardziej widziały potrzebę utrzymywania kontaktów z ruchem, który dba o niezafałszowywanie historii przez nich tworzonej –w połączeniu z działalnością stricte polityczną, polegająca na deklarowaniu, popieraniu i rekomendowaniu. Warunkiem skutecznego i realnego współdziałania z takimi środowiskami w ruchu sentymentalno-wspomnieniowym ,jest zawsze unikanie deklarowania bieżących sympatii politycznych i angażowania się w politykę. Po prostu nie wszyscy, którzy kiedyś byli aktywni i działali w ZSP potrzebują dzisiaj tej dawki „energii”, którą daje obecnie polityka. Dlatego też te dwie sfery działalności muszą być traktowane rozłącznie, chyba już na zawsze. Jeżeli ktoś będzie chciał łączyć dalej politykę z historią to zawsze wyjdzie z tego tylko kolejna polityka historyczna a nie lepsza prawda historyczna. W sytuacji, w której działa IPN, gdy jednocześnie państwo polskie realizuje od lat „popisową” politykę historyczną , wydaje się że dla ruchu „postzetespowskiego”, zdecydowanie ważniejszym od kolejnej deklaracji politycznej lub udzielonego poparcia określonej liście partyjnej, jest działanie na rzecz realnego utrwalenia dorobku wielu pokoleń działaczy, twórców i organizatorów życia studenckiego w PRL oraz upowszechnienia wiedzy historycznej o tych dokonaniach.

To jest zadanie wokół którego powinniśmy integrować ludzi i środowiska, które kiedyś działały w ZSP i przy ZSP. Jeżeli jednak tego nie uczynimy, to przestaniemy być dla siebie nawet tą coraz słabszą, ale jednak ciągle „naszą klasą” i zostaniemy we wspomnieniach tylko z egoistycznym i bardzo indywidualnym obrazem „mojej klasy”, której już nic nie łączy ani nie połączy!!



 
projekt i wykonanie: StudioWWW

Uwaga!

Aby ułatwić użytkownikom korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych nasza strona używa plików cookies.Brak blokady tych plików oznacza zgodę na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Prosimy pamiętać:  każdy użytkownik może samodzielnie zarządzać plikami cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Brak zmian w ustawieniu przeglądarki taktowany jest jako  wyrażenie zgody na używanie cookies. Więcej Informacji znajdziesz na stronie Polityki Prywatności.